» Kapsuła Pamięci » Wspomnienia wojenne Mieczysława Kiszczaka

Wspomnienia wojenne Mieczysława Kiszczaka

 

Wspomnienia wojenne Mieczyslawa Kiszczaka

 wywiad przeprowadzony przez wnuczkę Agnieszkę Kiszczak

Urodziłem się w 1935 roku. Gdy wybuchła wojna, miałem niespełna 4 lata. Wojsko polskie kupowało konie u rolników. Całkiem niedawno jeden z moich sąsiadów znalazł potwierdzenie, ze sprzedał ogiera na potrzeby wojska. Pamiętam, ze gdy polscy żołnierze wycofywali się po klęsce wrześniowej, prowadzili ze sobą dwóch jeńców niemieckich,. Wszyscy okoliczni mieszkańcy zbiegli się, żeby zobaczyć jak oni wyglądają. Dziwili się, że niewiele różnią się od Polaków. Tylko mundury mieli inne i rozmawiali w obcym języku.

Wojska niemieckie weszły do Biszczy pod koniec września 1939 roku. W naszej wiosce stacjonował pułk artylerii. Nawet na naszym podwórku stały 3 armaty, w  stodole – 6 koni, których używano do przemieszczania armat. Pułkiem dowodził hrabia niemiecki. Nie pamiętam nazwiska, ale był to człowiek spokojny i kulturalny. Oczywiście baliśmy się go, bo przecież był wrogiem. Pułk przebywał w Biszczy około rok. Mieszkańcy Biszczy przyzwyczaili się do niemieckich żołnierzy, mieszkających koło kościoła. Mieli tam baraki i kuchnię polową. Kiedy ZSRR wypowiedział wojnę Niemcom „ nasz” pułk został odesłany do walki z Armia Radziecką. Było to w czerwcu 1941 roku. Jeden z żołnierzy niemieckich podszedł do mojej mamy i poprosił, żeby go pobłogosławiła i podliła się za niego. Był przerażony.

Cały czas jednak Niemcy przewijali się przez naszą okolicę. W 1942 roku odbywały się rozstrzelania Żydów. Wywieszony był komunikat wzywający do wydawania ich w ręce niemieckie. Niestety, byli i tacy, którzy za obiecane 2 kg cukru i pół litra wódki zdradzali kryjówki, a nawet przyprowadzali wprost na posterunek ludzi narodowości żydowskiej. Np. jeden mieszkaniec Bukowiny przyprowadził uciekinierkę z getta warszawskiego. Dobrze pamiętam co się wtedy działo. Może dlatego ze rozstrzeliwania odbywały się tuz za naszą stodołą ( gdzie jeszcze przed wojną znajdowała się cegielnia), a może dlatego, ze jedna z zamordowanych była moja 10-letnia koleżanka Sara. Zabrali ją i jej ojca późnym wieczorem. Ojciec zmarł natychmiast po postrzale. Sara była jednak tylko ranna. Pogrzebali ja żywcem! Ogólnie zginęło 17 albo 18 Żydów. Rozstrzeliwali ich gestapowcy.

A potem był lipiec 1943 roku. Miałem prawie 8 lat. Zaczęło się wcześnie rano. Prawie wszystkich mieszkańców Biszczy spędzono na plac, gdzie obecnie stoi młyn. Mama zdążyła zapakować w płachtę trochę jedzenia ( nie wiem czy było tam jakieś ubranie). Poupychali nas w samochodach ciężarowych i zawieźli do obozu przejściowego w Zwierzyńcu i tam przebywaliśmy niecały tydzień. Potem pieszo ( ok 5 km) doszliśmy do stacji kolejowej, skąd bydlęcymi wagonami przewieziono nas do Lublina. Następnie znowu pieszo zapędzono nas na Majdanek i od razu poddano dezynfekcji. W tym obozie byliśmy około 3 tygodni. Dokładnie pamiętam jak wyglądały nasze posiłki: ćwiartka chleba ze stokłosą i miseczka owsianki. Na szczęście mama miała suchary upieczone jeszcze w domu, choć były spleśniałe to i tak nam smakowały. Pamiętam, ze odczuwaliśmy straszne pragnienie, bo to przecież było lato. Tuz naprzeciwko drzwi baraku była fontanna, ale nie wolno było z niej pić.

Najpierw, przez dwie doby „ mieszkaliśmy w długiej części baraku, gdzie było ok 400  więźniów. Później rozdzielono rodziny. Dzieci zostawały z kobietami, a mężczyźni osobno. Ja mieszkałem na polu nr 5 w 3 bloku. Po trzech tygodniach znowu zapakowano nas do tych wagonów i dowieziono do Cieszyna, gdzie była granica Generalnej guberni i znowu poddali dezynfekcji. Następnie pociągiem dojechaliśmy do lagru w okolicy Drezna. Tam niemieccy rolnicy (bauerzy) rozkupywali polskich wysiedleńców. My czekaliśmy bardzo długo, bo mój tato był kaleką. Poza tym najstarsza siostra tak naprawdę nadawała się do pracy. W końcu kupiła nas pewna bauerka. Pamiętam, gdy „nasza” właścicielka kupowała bilety na dalsza podróż do Meisen, inna Niemka czekająca ze swoimi dziećmi na pociąg poczęstowała nas kanapkami.. Gdy dojechaliśmy do celu ( gospodarstwo nad Łabą) przydzielono nam mieszkanie na piętrze nad owczarnią.

W każda środę i sobotę przywożono nam pieczywo: w środę małe dzieci dostawały 2 chleby, najstarsza siostra – 3 chleby, a rodzice – 2 chleby, w sobotę małe dzieci dostawały 2 chleby i 10 bułek, najstarsza siostra – 3 chleby i 30 bułek, a rodzice nie dostawali nic.

Prze dwa miesiące chodziłem do niemieckiej szkoły, ale moja edukacja skończyła się, gdy pobiłem syna gestapowca za to, ze ciągle przezywał mnie „ polska świnia”. Cały czas rodzice starali się, żeby jak najszybciej wrócić do polski. Mam bardzo poważnie zachorowała na reumatyzm i przez 3 tygodnie wcale nie wstawała z łóżka.

Wtedy tata udał, ze spadł ze schodów i nie mógł chodzić. Właściwie oboje nie nadawali się do pracy, pozwolono nam wrócić do Polski. W Niemczech byliśmy około 8 miesięcy. Wracaliśmy pociągiem. Najpierw do warszawy, potem do Lublina. A dalej zabrała nas siostra mojej mamy, mieszkająca tam w tych okolicach. U niej byliśmy 2 miesiące. Do Biszczy powróciliśmy wiosna 1944 roku. Na szczęście sąsiedzi zadbali o gospodarstwo. Było wiec do czego wrócić. Jednak ogólnie panowała bieda. Mój ojciec z sąsiadem pojechali do młyna do Bidaczowa W drodze powrotnej napadli ich bandyci. Zabrali konie, mąkę i wszystko co mieli. W 1945 roku po wkroczeniu wojsk radzieckich zaczęły się masowe wywózki Ukraińców do kołchozów, na tereny zabużańskie. Ówczesny sołtys przyszedł do mojego ojca i poradził mu, żeby schował konia, bo inaczej będzie musiał wozić Ukraińców ( wywozili ich do Rudnika lub Zwierzyńca). Wojska radzieckie stacjonowały na naszych terenach do początku lat pięćdziesiątych. Wielu rzeczy nie pamiętam, ale i tak się dziwię, ze zapamiętałem aż tyle.

 

 

NIP: 918-11-02-050
REGON: 951192434
tel.: 84 685 60 67
e-mail: info@goksirbiszcza.pl
Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji
Biszcza 50
23-425 Biszcza
©2026 Net Partners